eISSN: 2449-9382
ISSN: 1730-2935
Menedżer Zdrowia
Bieżący numer Archiwum O czasopiśmie Bazy indeksacyjne Prenumerata Kontakt Zasady publikacji prac
6/2003
 
Poleć ten artykuł:
Udostępnij:
streszczenie artykułu:

Przepis na przyjazny szpital

Andrzej Kulig

Data publikacji online: 2003/12/16
Pełna treść artykułu Pobierz cytowanie
 
Przepis na przyjazny szpital
Andrzej Kulik

Inwestowanie w służbie zdrowia przypomina dzisiaj drogę przez mękę. I do tego bardzo kosztowną. Nie dość, że brakuje wyspecjalizowanych biur projektowych i firm budowlanych, które potrafiłyby zaprojektować i zbudować szpital bądź przychodnię w sposób jak najbardziej ekonomiczny, to jeszcze cały proces inwestycyjny regulują przestarzałe przepisy, podrażające zupełnie niepotrzebnie koszty. Sytuacja przypomina klasyczne błędne koło. Pieniędzy jest mało, więc się nie buduje nowych placówek, bo wszyscy wiedzą, że to kosztowne przedsięwzięcie. Kosztowne, bo projektanci mają ręce związane obowiązującymi normami i wytycznymi, które wymuszają budowanie drogo. A pieniądze na inwestycje w służbie zdrowia pochodzą nadal głównie z budżetu państwa. Tego samego państwa, które tworzy kosztowne przepisy.


Służba zdrowia nie wyjdzie z kryzysu, jeśli nie obniży kosztów funkcjonowania i nie poprawi standardu usług. Dotyczy to także szpitali. Z tego względu z ponad 700 placówek, które działają teraz w Polsce, przeszło 200 należałoby zamknąć, pozostałe 500 zmodernizować i wybudować 100 nowych. Ale budować i modernizować, uwzględniając z jednej strony faktyczne potrzeby, a z drugiej postęp technologiczny, czyli mniejsze, ale bardziej nowoczesne. Do tych założeń należy także dostosować przepisy – mówi Piotr Gerber, współwłaściciel prywatnego szpitala EuroMediCare z Wrocławia.


Zdrowy rozsądek i decentralizacja uprawnień

Potrzebna jest przede wszystkim decentralizacja uprawnień. Teraz normy, które muszą spełniać placówki służby zdrowia, są obligatoryjne i na każde, najmniejsze nawet odstępstwo od nich musi wyrazić zgodę Ministerstwo Zdrowia. A to wydłuża inwestycję o miesiące i tym samym ją podraża. Zupełnie niezrozumiałym jest, dlaczego takich decyzji nie mogą podejmować terenowi inspektorzy sanitarni – ostatecznie są to przecież urzędnicy państwowi powołani do pilnowania, aby przestrzegane były standardy higieniczne, gwarantujące bezpieczeństwo pacjentom. I właśnie te standardy, a nie sztywne normy budowlane powinny o wszystkim decydować.
Nikt nie kwestionuje, np. konieczności zapewnienia na sali operacyjnej odpowiedniej wymiany powietrza, tak aby nie dopuścić do nadmiernego stężenia bakterii. Tyle, że można osiągnąć to na dwa sposoby: albo – jak dotychczas, poprzez podniesienie stropów i powiększenie kubatury,...


Pełna treść artykułu...
POLECAMY
CZASOPISMA
Kurier Medyczny
© 2024 Termedia Sp. z o.o.
Developed by Bentus.