Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka

Upcoding to już oszustwo, czy jeszcze nie?

Amerykańska definicja "upcodingu" odnosi się do sytuacji, gdy zastosowano oszukańczą praktykę wykazania do rozliczenia usług medycznych stawek wyższych niż kwoty za usługi rzeczywiście wykonane. Tam się to tropi, a u nas?
Jako przykład amerykańskiej definicji podana jest sytuacja, gdy lekarz bada pacjenta krótko i pobieżnie (powinien wykazać usługę 99.201), a wykazuje do rozliczenia usługę, której czas wykonania powinien wynosić 45 lub 60 minut (tj. usługa o kodzie 99.205).

Wydaje się, że w polskiej przestrzeni prawnej istnieje słowo, które należałoby zastosować do nazwania sytuacji przedstawionej w powyższym przykładzie. Tym słowem jest oszustwo.

Występowałem, jako biegły w procesie sądowym przeciw lekarzowi chirurgowi, który udzielał pacjentowi świadczeń zachowawczych, a do rachunku dla NFZ wykazywał świadczenia zabiegowe. Zeznający pacjenci nie mieli blizn po wykonanych zabiegach, a sąd nie miał wątpliwości, że było to oszustwo, a nie upcoding.
Po co więc używane jest to słowo, zwłaszcza że najczęściej pada ono z ust tych, którzy powołani są do zapłaty za udzielone świadczenia zdrowotne?

Nie trzeba nikogo przekonywać, że w polskiej medycynie wiele postępowań nie jest wystandaryzowanych. W jednym szpitalu po operacji pęcherzyka żółciowego pacjent hospitalizowany jest dwa dni, a w innym pięć dni albo np. położnica po porodzie w jednym szpitalu przebywa trzy dni, a w innym pięć dni. Jeśli płatność za przedłużającą się usługę nie jest wyższa, nie będzie to budzić niczyich zastrzeżeń. Jeśli w wyniku dłuższego pobytu pacjenta szpital oczekuje wyższej zapłaty, to już w NFZ-owym rozumieniu zaczyna funkcjonować słowo - upcoding. A może staranność?

Z naszych wieloletnich doświadczeń z dokumentacją medyczną, stanowiącą źródło informacji, na której podstawie sporządzane są rachunki do NFZ, można postawić tezę, że co piąta czynność medyczna nie podlega ewidencji, a co za tym idzie - sprzedaży. Puszczając wodze fantazji, można szacować, że te 20 proc. niewykazanych do rozliczenia świadczeń sięga jednej piątej całego budżetu NFZ i jest swoistym dofinansowaniem systemu.

Utrzymywanie takiego stanu poprzez zniechęcenie do sumiennej i starannej ewidencji wszystkich procedur medycznych, ma więc sens finansowy. Dlatego na różnych konferencjach można usłyszeć wtrącone konfidencjonalnym tonem: „Sami państwo wiecie, że jest upcoding”.

Od wielu lat na szkoleniach na temat JGP padają sformułowania o potrzebie ewidencjonowania i przekazywania do NFZ tylko istotnych procedur.

Zachęcano do rozdzielania pracy personelu medycznego na istotną i nieistotną. Taką, która ma być starannie ewidencjonowania, i taką, która w zapisach może być pominięta. Warto przypomnieć, że § 19 ust. 2 i 3 rozporządzenie ministra zdrowia z 21 grudnia 2010 r. w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania, które stanowią: „§19.Historia choroby, w części dotyczącej wypisania pacjenta ze szpitala, zawiera: 1. (…); 2. numery statystyczne chorób zasadniczych i chorób współistniejących, ustalone według Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych Rewizja Dziesiąta; 3. opis zastosowanego leczenia, wykonanych badań diagnostycznych i zabiegów oraz operacji, z podaniem numeru statystycznego procedury medycznej, ustalonego według Międzynarodowej Klasyfikacji Procedur Medycznych Rewizja Dziewiąta (…)”.

A że z takiego starannego opisywania wykonanych czynności może się wyznaczyć droższą grupę z katalogu JGP, to nie powinno niepokoić ubezpieczyciela, który dobrze działa w interesie swoich klientów.
Źródło:
Michał Chrobot, Erwin Strzesak, Hanna Waligórska, KL
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Michał Chrobot Erwin Strzesak Hanna Waligórska upcoding JGP oszustwo